Każdy z nas ma w głowie wizję idealnego dnia – praca zaczyna się spokojną kawą, dzieci są już w przedszkolu lub szkole, wreszcie możemy usiąść do komputera, spojrzeć na kojące zielone korony drzew za oknem i poczuć, że dziś naprawdę „zrobimy wszystko”. Towarzyszy nam optymizm, mamy energię i przekonanie, że tym razem nadrobimy zaległości, napiszemy brakujące rozdziały e-booka, przygotujemy treści na cały miesiąc, zapłacimy podatki, ogarniemy e-maile, a przy okazji skoczymy po plastelinę do papierniczego. To klasyczny przykład tego, jak działa nasz mózg, a właściwie – jak nas oszukuje.
Autor: Joanna Barska
Czasy, w których wystarczyło wrzucić post o produkcie, by go dobrze sprzedać, minęły bezpowrotnie. Media społecznościowe przestały być miejscem jednostronnej komunikacji i wrzucania postów informujących o kursie czy szkoleniu, a stały się przestrzenią relacji z klientami i potencjalnymi klientami.
Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, dlaczego scrollując Instagram czy LinkedIn, klikamy w niektóre posty, a inne ignorujemy – mimo że mają podobną treść? Dlaczego jedne filmy na TikToku zdobywają miliony wyświetleń, a inne – równie dobre – przepadają bez echa? Odpowiedź nie zawsze leży w jakości contentu. Często decyduje coś znacznie subtelniejszego, a zara- zem potężnego – społeczny dowód słuszności.
Wświecie mediów społecznościowych, gdzie walka o 30 sekund uwagi konsumenta jest ogromna (30 s, bo tyle może zająć skuteczna sprzedażowo rolka z mocnym hookiem i CTA), a absolwenci polonistyki, którzy raptem dwie dekady temu zaczytywali się w wyrafinowanych stylistycznie 5-kilowych podręcznikach przedwojennych teoretyków, dziś sapią z irytacją na widok przydługiego wpisu, bez dających oku wytchnienie śródtytułów i fotek – skuteczna komunikacja jest dla marketera na wagę złota.
Wyobraź sobie, że stoisz w kawiarni. Barista podaje Ci papierowy kubek z kawą. Smak? Poprawny, nic wyjątkowego. Następnego dnia wracasz do tej samej kawiarni, ale tym razem zostajesz zaproszony do stolika, a barista podaje Ci dokładnie tę samą kawę, ale w eleganckiej, porcelanowej filiżance, z delikatną pianką na wierzchu i odrobiną startej czekolady. Smakuje inaczej, prawda?