Dołącz do czytelników
Brak wyników

Content marketing

21 lutego 2020

NR 14 (Luty 2020)

Czy afery coś zmieniają? Facebook i nasza prywatność

63

Pamiętasz jeszcze, jak co drugi post na twoim wallu facebookowym dotyczył deklarowanego opuszczenia portalu z powodu nieprawidłowości? Kiedy nagle wszyscy stali się specjalistami od danych osobowych i regulaminów? Przypuszczam, że oni wszycy nadal tam publikują – po prostu zmienili temat specjalizacji. Wróćmy na chwilę do tych czasów i dokonajmy analizy tego, czy coś w ogóle się zmieniło.

Przez Facebooka przetoczyło się sporo mniejszych lub większych afer, a większość dotyczyła obrotu naszymi danymi. Czego zresztą innego mogłaby dotyczyć? Przecież portal to właśnie nimi zarządza i to w ogromnych ilościach. Wspomniane dane mogą stanowić interesujący zasób wiedzy również dla tych, którzy chcą wykorzystać je w złych celach.
Oczywiście jednym z najbardziej jaskrawych przykładów była tak zwana afera Cambridge Analytica. Skończyła się nawet przesłuchaniem Marka Zuckerberga przez polityków, które zresztą w wielu miejscach było nie na temat i niewiele wnosiło, za to stało się źródłem memów i śmiesznych dialogów.
Oczyśćmy temat komunikacyjnie i spróbujmy sprecyzować, „o co poszło”.

Firma Cambridge Analytica przy pomocy dostępnej na Facebooku aplikacji stworzonej przez zewnętrznego wydawcę pozyskała dane milionów osób. W sposób niezgodny z regulaminem serwisu je posiadła i następnie użyła do profilowania w wyborach – najprawdopodobniej mając wpływ na ich wynik w kontekście zwycięstwa Donalda Trumpa i Brexitu. 

Ale przywołana firma raczej się z tej historii wywinie, za to po głowie dostanie Facebook. Również przez to, że niektórzy ku swojemu zaskoczeniu dowiedzieli się, że portal w ogóle obraca ich danymi.

Zmiany w polityce portalu

Chcąc nie chcąc, zapewne będąc zmuszonym głównie przez kwestie wizerunkowe i giełdowe, Facebook wprowadził liczne zmiany w zakresie przejrzystości swoich działań. Ale to zostało rozciągnięte w czasie i nigdy nie było komunikowane jako coś, co wprost wynikało ze wspomnianej afery. Chciałbym omówić tu kilka przykładów owych zmian. 
Po pierwsze Facebook – tym razem w znaczeniu firmy, a nie portalu – zdecydował o bardziej przejrzystym pokazaniu zależności między swoimi produktami. Wiadomo, że portal Facebook należy do Facebooka – a w gronie marketerów raczej nie trzeba tłumaczyć, że dotyczy to także Instagrama i WhatsAppa. Jednak niedawno Facebook zmienił nazewnictwo produktów i teraz mamy np. „Instagram by Facebook”, dzięki czemu każdy użytkownik wie, że zbierane w tych miejscach dane należą do jednego przedsiębiorstwa. 
Kiedy po raz ostatni byłeś na stronie logowania Facebooka? Pewnie dawno, bo jesteś permanentnie zalogowany. Być może nie jest ci też wiadome, że owej podstrony można było z powodzeniem używać do weryfikowania, kto do ciebie dzwonił. Wpisywałeś „swój” numer telefonu i jakikolwiek ciąg znaków jako hasło, a portal, odmawiając ci dostępu, pytał „czy to ty”, jednocześnie ujawniając, kto jest według niego przypisany do przywołanego numeru. 

Wyszukiwanie

Z podobnych przyczyn portal pozbawił nas niektórych opcji w kontekście wyszukiwania. Nie możemy już znaleźć użytkowników poprzez podanie chociażby właśnie numeru telefonu. Podobnie jest z adresem mailowym – nie znajdziesz już twoich kontaktów, posługując się taką metodą. 

Ograniczenia

Facebook spowodował, że prościej możemy teraz dostać się do ustawień konta w zakresie prywatności, bezpieczeństwa czy targetowania reklam. Portal ułatwił też mniej zaawansowanym użytkownikom dostęp do miejsca, w którym mogą zweryfikować komu i do czego dają dostęp. Choć ustawienia te były dostępne „od zawsze”, możliwość ich posiadania pod ręką i wygodnego przejrzenia uspokoiła spore grono użytkowników. 
Ograniczono także ilość danych, jakich zewnętrzne aplikacje wymagają od użytkowników Facebooka. Wynika to nie tylko z patrzenia Facebookowi na ręce w tym temacie, ale także bezpośrednio z RODO. Znajdują się tam zasady privacy by default i privacy by design, które teraz szybko omówię. 
Pierwsza z nich mówi, że nie można zbierać danych niepotrzebnych do świadczenia usługi.  A te, które się za takie uważa, należy uzasadnić.  Wszystko po to, aby unikać niepotrzebnych wycieków informacji i aby  dawcy danych wiedzieli, na czym stoją. Facebook się do tego zastosował,  ograniczając katalog informacji, jakich aplikacje mogą wymagać.
Ponadto mamy privacy by design, która jest nieco powiązana z pierwszą z zasad. Chodzi w niej o to, żeby aplikacja już na etapie beta,trial, MVP – zwał jak zwał, w każdym razie w niefinalnym stadium rozwoju – miała rozpracowany temat zarządzania danymi osobowymi. Po co? Abyśmy uniknęli sytuacji, w której tysiące osób podają dane nie wiadomo komu i na jakic...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Masz już prenumeratę? Zaloguj się, aby przeczytać artykuł.
Zaloguj się
Nie masz jeszcze prenumeraty? Nic straconego! Dołącz do grona stałych Czytelników już dziś i miej pewność, że żadne treści już Cię nie ominą.
Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 5 drukowanych wydań magazynu Social Media Manager
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do czasopisma w wersji online
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ... i wiele więcej!
Sprawdź szczegóły

Przypisy